piątek, 13 września 2013

Joyland - Stephen King


Joyland - Stephen king
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 336

Devin Jones, student college'u, zatrudnia się podczas wakacji w lunaparku. Pragnie zapomnieć o nieszczęśliwej miłości. Będzie jednak musiał stanąć twarzą w twarz z czymś dużo straszniejszym. Brutalne morderstwo sprzed lat, los umierającego dziecka, mroczne prawdy o życiu i o tym, co po nim następuje - wszystko to sprawi, że świat Devina już nigdy nie będzie taki sam... 

Na każdą nowość, która wyszła spod pióra Stephena Kinga rzucam się niczym wygłodniałe zwierzę na schabowego, nie zdziwi więc zbytnio nikogo fakt, że Joyland miałem już w dniu premiery. Na samym starcie pozytywnie zaskoczyła mnie cena. Większość sklepów sprzedawała książkę z dużym rabatem. Ba, po dziś dzień można ją dostać za ponad dziesięć złotych mniej niż wskazuje kwota widniejąca na okładce. Przełożyło się to oczywiście, rzecz jasna poza kampanią reklamową, na sprzedaż, co odzwierciedla między innymi bardzo duża ilość głosów oddanych na Joyland w serwisie Lubimy Czytać. Jest dobrze. A sama powieść? Niezła. Zaledwie niezła. Podejrzewam, że gdyby napisał ją ktoś inny, rozpływałbym się teraz w zachwytach, ale to King, a na tle jego wcześniejszych dzieł, nawet tych świeżych, (Pod Kopułą, Dallas '63) wypada tylko zadowalająco. Żeby nie było niedomówień - podobało mi się. Mam jednak kilka zarzutów, nad którymi w tej krótkiej opinii się skupię. Przede wszystkim jest za krótko. Kilka wątków aż prosi się o rozbudowę, dodatkowe kilkadziesiąt stron na rozwinięcie skrzydeł. I niech mi teraz ktoś powie, że King jest be, bo leje wodę i przynudza... Rzucę mu w twarz Joyland, które w starciu z wagą ciężką, a mówiąc to, mam na myśli chociażby "To", "Bastion", "Dallas '63" i "Pod Kopułą", pada nieprzytomne już po kilku rundach wymiany ciosów.
Po drugie, nie jest to horror, nie jest to też kryminał. To obyczajówka z lekko zarysowanym wątkiem paranormalnym i jeszcze mniej widocznym wątkiem kryminalnym. Choć to akurat wcale nie wada, od dłuższego czasu twierdzę, że najlepszy King, to King w wydaniu obyczajowym. I te fragmenty w Joyland czyta się najprzyjemniej. Cała reszta (groza i kryminał) zdają się być nieco wymuszone i w gruncie rzeczy zbędne. Na szczęście finałowe starcie, choć z przewidywalnym zakończeniem i z największą ilością ów zbędnych przedstawicieli dwóch powyższych gatunków, trzyma w napięciu i przebija się przez nie ekspresowo. Świetnie, bardzo przekonująco przedstawione jest też życie codzienne pracowników parku rozrywki. Ich zajęcia, problemy, slang (w tym miejscu brawa za solidny przekład)...fajnie spojrzeć na to od środka, oczami bohatera, który - zupełnie tak jak my - nic o tej stronie wesołego miasteczka tak naprawdę nie wie. Na osłodę znajdzie się też wątek romantyczny, któremu niektórzy zarzucają co prawda zbyt bliskie powiązania ze stylem pisarskim Danielle Steel, mnie się jednak podobał. Mógłby być nawet bardziej rozbudowany.
Czytając Joyland na zmianę towarzyszyły mi właśnie uczucia frajdy i niedosytu. To tak, jakby szef kuchni w dobrej restauracji podsuwał Wam pod nos smaczną potrawę, pozwalał wziąć kilka kęsów, i tuż po tym ją zabrał, na jej miejsce serwując coś innego. Nawet jeśli nowe danie okazuje się równie dobre, to wciąż macie w pamięci radość jaką sprawiała Wam ostatnia potrawa i przez dłuższą chwilę ciężko cieszyć się nowym przysmakiem. Wychodząc z takiego lokalu mamy pełne prawo być nieco skołowani :p I coś takiego mam z Joyland. Niby się podobało, a jednak ostatecznie przyznaje książce siódemkę.

Ocena: 7.0/10

Już za 11 dni premiera Doktora Sen - woohoo! Dni zaczynają się coraz bardziej dłużyć, ale to już naprawdę tuż tuż, niemalże czuje zapach farby drukarskiej ;) Książka będzie gruba, co cieszy, jednakże kilka dni temu moi tajni agenci donieśli, że objętość jest sztucznie rozdmuchana. Mam nadzieję, że w graniach rozsądku. Pożyjemy, zobaczymy. Księgarnio Prószyńskiego - wypatruj mnie 24 września w swych progach! ;)

48 komentarzy:

  1. przeczytam na pewno, ale zobaczymy kiedy uda mi się ją dorwać :) na razie z dzieł Kinga czytałam tylko Lśnienie i jestem zachwycona, ba - właściwie do tej pory się boję :o z przyjemnością przeczytam drugi tom, ale martwią mnie trochę te wampiry... chociaż jeśli King przywróci prawdziwe wampiry, to może Edwardy i Damony (czy jak tam nazywa się ten z Pamiętników Wampirów :3) pójdą w odstawkę. miejmy nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Damon :-P Jeden sezon Pamiętników Wampirów i ja obejrzałem, na więcej nie starczyło mi sił :-D Doktor Sen to właśnie kontynuacja Lśnienia. Ciekaw jestem jak to się uda.

      Usuń
  2. Nie czytałam,ale nie wiem,czy mam na nią ochotę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tym bardziej nie wiem :-D Spróbuj jeden rozdział, chyba gdzieś w sieci leży :-)

      Usuń
  3. Ja niestety muszę stwierdzić, że King z każdą kolejną książką coraz bardziej mnie rozczarowuje... może dla niego już czas pisarstwa się skończył? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, z tym zdecydowanie się nie zgodzę. King wciąż jest w formie, wystarczy porównać go z dziesiątkami, ba, setkami, innych miernych pisarzy ;-) To wciąż pisarstwo pierwsza klasa :-D

      Usuń
  4. Jakiś czas temu spontanicznie kupiłam tę książkę w Matrasie, jeszcze nie przeczytałam, ale mam ją w najbliższych planach. :) Jestem bardzo ciekawa czy mi się spodoba, bo w moim przypadku z Kingiem bywa bardzo różnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istnieje duża szansa, że się spodoba. Zauważyłem, że im mniej ktoś zna twórczość Kinga, tym bardziej Joyland mu się podoba. Tylko starzy wyjadacze marudzą :-P

      Usuń
  5. Przyznam się szczerze, że zawiodłam się na ,,Joyland'', ponieważ liczyła a przerażający horror a nie powieść obyczajową. No i drażni mnie też jego gawędziarski styl narracji, dlatego nie skusiłam się na ,,Doktora Sen'' chociaż miałam taką okazje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, nigdy nie ufaj blurbom z okładki, nie warto. Joyland to żaden horror, nawet obok niego nie stał ;-) Przy odpowiednim podejściu wrażenia są dużo lepsze.

      Usuń
    2. Naprawdę ktoś napisał na okładce taką bzdurę?????

      Usuń
  6. Kinga czytałam tylko "Carrie", ale, oczywiście, mam ochotę na kolejne jego dzieła ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niedługo nowa ekranizacja Carrie, mam zamiar wybrać się na nią do kina.
      Polecam, warto zainteresować się pozostałymi książkami Kinga, jego bibliografia skrywa dużo perełek.

      Usuń
  7. Mam ją na półce, jeszcze nie przeczytane, lecz na pewno się za nią wezmę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka krótka, śmiało możesz się za nią zabrać bez obaw, że utkniesz gdzieś w połowie bez chęci do dalszej lektury.

      Usuń
  8. Mam podobne odczucia... I zgadzam się z tym, że w Kingu najlepsze jest właśnie tło obyczajowe. Ale "Joyland" zostawiłam z uczuciem niedosytu i lekkiego rozczarowania. Patrzę na tę książkę jak na eksperyment Mistrza, który chciał wypróbować nowych gatunków, pójść innymi ścieżkami. Czy to dobra droga, nie wiem... Też odliczam dni do "Doktora Snu" (Sna?), a jeszcze bardziej do przyjazdu Kinga do Monachium:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, będziesz na miejscu? Jeśli tak - zazdroszczę, mocno zazdroszczę.
      Właśnie, podejrzewam, że po premierze książki będzie kupa śmiechu przy próbach odmiany tytułu ;-)

      Usuń
  9. Sporo słyszałam o tym tytule, miałam ostatnio w rękach książkę,ale ostatecznie zrezygnowałam z kupna.. może następnym razem się skuszę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, o Joyland było głośno. Nawet w radiu nadawali fragmenty powieści. Ciekawe czy podobne zachęcacze będą po premierze Doktora Sen.

      Usuń
  10. King jak dla mnie jest trochę zbyt dosłowny w swoich opisach, i tak na przykład "Czarną, bezgwiezdną noc" odłożyłam po pierwszym opowiadaniu, bo chyba jestem jednak za wrażliwa. Ale jest kilka jego książek, które cenię, a jeszcze więcej mam zamiar przeczytać. "Joyland" jest właśnie w tej drugiej części i myślę, że może mi się spodobać ta obyczajowa strona Mistrza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mnie prosty chłop, lubię tę dosłowność lu Kinga :-) Dobrze, że nie sięgnęłaś po zbiór "Po zachodzie słońca". Jedno z opowiadań jest tak obrazowe, że nawet mnie zrobiło się niedobrze ;-)

      Usuń
  11. Popieram - ,,Joyland" jest tylko niezłe, szczególnie jeśli ma się dla porównania inne książki Kinga. Jednak ta powieść nie zawiodła mnie tak, jak zrobiło to ,,Pod kopułą" - oj, tam to dopiero zgrzytnęło się zębami.
    No nic, teraz pozostaje tylko odliczanie do ,,Doktora Sen" - lepiej, żeby był dobry ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się "Pod Kopułą" bardzo podobało. Mniej więcej od połowy siedziałem już na brzegu łóżka z tego całego napięcia. Zakończenie co prawda nieco rozczarowujące, ale też przyjąłem je bez większego trudu.

      Usuń
  12. Ja jeszcze nic spod pióra pana Kinga nie czytałam (wiem, wiem - wstydzić się powinnam), ale na mojej półeczce czekają już dwie jego powieści ("Misery" i "Zielona" mila"), więc niedługo się to zmieni. Jeśli mi się spodobają (a coś czuję, że tak będzie) to sięgnę też po inne - na przykład po takie "Joyland". ;) Albo "Miasteczko Salem", bądź "Lśnienie"? Zobaczymy. ;)
    P.S. A ty którą powieść Kinga polecasz naj,naj,najbardziej? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misery i Zielona Mila - obie znakomite, nie zawiedziesz się. Najmocniej zapadły mi w pamięć te "grubasy": To, Bastion, Dallas '63. Poza tym "Misery", "Zielona Mila", "Miasteczko Salem", Ręka Mistrza, Cujo...sporo tego jest.

      Usuń
  13. osobiście za twórczością Kinga nie przepadam, choć "Joyland" mnie zainteresowała właśnie na to, że to obyczajówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. King ma sporo obyczajówek. Polecam na przykład "Worek Kości". Dwa razy go czytałem, w obu przypadkach będąc wielce zadowolony.

      Usuń
  14. Trudno jest mi odnieść się do tej pozycji, gdyż , choć leży na półce, to mam jakby "kingowy" zastój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadnij z opinią jak już przeczytasz. A najlepiej napisz ją na swoim blogu, sam wpadnę i przeczytam :-)

      Usuń
  15. Właśnie wczoraj zamówiłam tę książkę . W końcu będę mogła ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyższa pora, w sam raz zdążysz na premierę Doktora Sen :-)

      Usuń
  16. Jak Kinga to muszę przeczytać wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kusi mnie ta książka i to bardzo, chociaż najpierw chciałam poznać starsze powieści Kinga.

    OdpowiedzUsuń
  18. Od tej książki zaczęłam swoją przygodę z Kingiem, nie jest to groza, ale podobało mi się.

    OdpowiedzUsuń
  19. Widzę, że nadszedł czas na zapoznanie się z twórczością Kinga

    OdpowiedzUsuń
  20. Właśnie "czaję się" na tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Z pozycji Kinga czytałam jedynie "Miasteczko Salem", ale po kilkakrotnym polecaniu książek Kinga przez jej ogromnego fana, a mojego przyjaciela, nabieram co raz większej ochoty na lekturę prozy Kinga. Najbardziej intryguje mnie właśnie ta najnowsza publikacja ;) ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Co do tekstu małym druczkiem - nieprawda ;)
    A co do Joyland, ach, masz rację, chłopie. Świetna obyczajówka, która dowodzi, że oczywiście i w tej materii King sobie radzi. Ale czy najlepiej? To już sprawa gustu :) Co nie zmienia faktu, że ja również uznałam wątek nadprzyrodzony za totalnie niepotrzebny, zaś kryminalny za wepchnięty na siłę. I choć książka krótka, i choć szybko się czyta, i choć przegrałaby z "Bastionem" czy "To", to i tak zapada w pamięć. A to się liczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kilka fragmentów po dziś dzień czasem mi się przypomina :) To w sumie naprawdę fajna powieść była ;)

      Usuń
  23. Tak, bardziej dramat niż horror, w dodatku z mocno przewidywalną i troszkę zbyt szybko poprowadzoną drugą połową. Ale i tak ta pozycja ma swój osobliwy, wręcz magiczny klimat, który nie pozwala się od niej oderwać. Ciekawy fenomen, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  24. Przykład z restauracją świetny :D Sporo prawdy jest w tym, że gdyby "Joyland" napisał ktoś inny, pewnie wszyscy rozpływaliby się w zachwytach, a Kingowi każdy jednak wysoko ustawia poprzeczkę.

    OdpowiedzUsuń
  25. Frajda i niedosyt to odpowiednie określenia dla Joylandu. Początkowo byłem zachwycony, a rzadko mi się zdarza, żeby już od pierwszej strony dać się porwać. I stopniowo, stopniowo poziom troszkę spada. Delikatnie, bo to nadal świetna powieść, a jednak to uczucie niedosytu jest.

    A to, że nie ma horroru, to dla mnie nie problem. King w wersji obyczajowej o wiel bardziej mnie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No troszkę jest, choć ostatecznie, tuż po odłożeniu książki, miałem jednak poczucie dobrze spędzonego czasu :)

      Usuń
  26. Obyczaj w wydaniu Kinga...sięgnę na pewno. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Dzisiaj przeczytałam kilka pierwszych stron "Dziewczyny, która kochała Toma Gordona" - dwie rzeczy rzuciły mi się w oczy od razu - cena (niezbyt adekwatna do wydania i objętości) oraz bardzo duża czcionka i duże odstępy między wersami, czyli sztucznie rozdmuchana objętość. Początek bardzo średni - zobaczymy, jak będzie dalej. Jutro zaś dopadnę w swoje ręce Doktora - ma nadziej, że moje odliczanie dni do premiery zostanie mi wynagrodzone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo "Dziewczyna..." to akurat jedna z gorszych książek Króla. Albo inaczej - inna, jest po prostu inna ;-) Też chce sobie kupić te nowe wydanie, w twardej okładce :-) "Doktor Sen" póki co podoba mi się dużo bardziej niż Joyland - jest super, warto brać!

      Usuń
  28. nie czytałam jeszcze ale napewno nadrobie :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Miałem kiedyś ochotę na tą książkę jednak porzuciłem ten pomysł jednak teraz chyba do tego powróce. Muszę dorwać tą książkę! Świetny artykuł.

    OdpowiedzUsuń