sobota, 29 grudnia 2012

Niebanalna więź - Sarah Waters

Niebanalna więź - Sarah Waters
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 328
Do kupienia na: Księgania Prószyński - wciąż dostępna w cenie 5 złotych.

Kolejna bardzo dobra książka wypatrzona na wyprzedaży za kilka złotych. Z Sarah Waters nie miałem dotychczas do czynienia i prawdę mówiąc po "Niebanalnej więzi" nie spodziewałem się szczególnie wielu emocji. A jednak, historia wciąga, angażuje i momentami naprawdę trudno odłożyć ją na później. 

Akcja powieści toczy się w Londynie. Mamy rok 1874. Margaret Prior, główna bohaterka, pogrążona jest w rozpaczy po śmierci ojca. Kierując się radami lekarza postanawia znaleźć sobie jakieś absorbujące zajęcie. Wybór pada na żeńską część więzienia Millbank, które odtąd Prior odwiedza jako dama wizytująca więźniarki. Odwiedziny te mają być dla kobiet urozmaiceniem pośród dziesiątek nieróżniących się od siebie dni, ale przede wszystkim uświadamiać, że po odsiedzeniu kary nie trzeba wracać na złą drogę. Już podczas pierwszej wizyty szczególną uwagę Panny Prior zwraca Selina Dawes, młoda i piękna więźniarka - znana jako utalentowane medium - która utrzymuje, że jest niewinna. Między obiema kobietami rodzi się więź, która doprowadzi do...stop, spojlerów nie lubimy.

Sarah Waters, jak głosi informacja na okładce, jest znawczynią powieści wiktoriańskiej. I to widać. Z tego co wiem, wszystkie jej książki (w naszym kraju ukazały się chyba cztery) osadzone są w XIX-wiecznych realiach. "Niebanalna więź" stylizowana jest na powieść wiktoriańską tak dobrze, że nie miałbym podstaw nie wierzyć komuś, kto upierałby się, że książka powstała sto lat temu. Mnie ten styl urzekł. Odkryłem, że XIX-wieczne klimaty to coś, co niesamowicie mnie kręci ;-) Waters opisuje wszystko z dbałością o detale, podrzucając mimochodem liczne fakty i ciekawostki z tamtej epoki.

Siłą książki jest jej styl, atmosfera i ciągła niepewność o dalsze wydarzenia. Aż do końca nie udało mi się w pełni przewidzieć zakończenia, które jest jak najbardziej zadowalające. Uwagę zwracają też bardzo dobrze zarysowane bohaterki - żadnych poważniejszych zgrzytów podczas lektury nie doświadczyłem, a jestem na tym punkcie dosyć wrażliwy.

Warto sięgnąć. Nie jest to literatura wysokich lotów, zmuszająca do analiz i głębokich przemyśleń, ale jako wiktoriański dreszczowiec sprawdza się nad wyraz dobrze.

Ocena: 8.3/10

czwartek, 1 listopada 2012

W obronie syna - William Landay


W obronie syna - William Landay
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 464

W lesie nieopodal szkoły zostaje znalezione ciało zamordowanego czternastolatka. Sprawę prowadzi ceniony prokurator Andrew Barber, lecz wszystko zmienia się w chwili, gdy jego syn Jacob staje się głównym oskarżonym. Andy rozpoczyna walkę o jego uniewinnienie.

Całą historię - od pierwszych chwil po morderstwie, poprzez wyniszczający całą rodzinę proces - poznajemy z perspektywy ojca oskarżonego chłopaka.
To powieść, ale napisana tak przekonująco, że gdyby ktoś powiedział mi, że została oparta na faktach, nie miałbym powodów, by mu nie wierzyć. "W obronie syna" to udana mieszanina thrillera, kryminału i dramatu sądowego - wszystko podane w takich proporcjach, że nawet osoby nie przepadające za jednym z tych gatunków nie powinni być znużeni lekturą.

Landay wie o czym pisze, sam przez kilka lat był prokuratorem w prokuraturze okręgowej. Ani przez moment nie odczułem, że częstuje nas informacjami, które wyszperał podczas kilkugodzinnej sesji z Google.
Historia wciąga, angażuje, wywołuje emocje i nawet po przeczytaniu nie jest w stanie wyjść z głowy. Zwraca uwagę na niedoskonałości wymiaru sprawiedliwości, stawia pytania, na które każdy musi odpowiedzieć sobie sam.
Rozczarowało mnie tylko zakończenie, właściwie nie ono samo, a sposób, w jaki zostało przedstawione. Zbyt pośpiesznie, nieciekawie. Nieprzyjemny zgrzyt na koniec. Szkoda, aczkolwiek jakoś drastycznie nie zmienia to mojej końcowej oceny. Przyczepie się jeszcze do jednego, ale w tym wypadku wszystkie cięgi spadają na plecy osoby odpowiedzialnej za translację oryginału na nasz rodzimy język. Dialogi przetłumaczone są zbyt dosłownie, przez co często brzmią zwyczajnie sztucznie. Mowa potoczna amerykańskich nastolatków przełożona słowo w słowo na język polski sprawia nie najlepsze wrażenie.
Reasumując, polecam. Jeśli macie czterdzieści złotych na zbyciu i brak pomysłu na kolejną lekturę, "W obronie syna" może być bardzo dobrym wyborem.  Nie żałuję ani złotówki (choć sam kupiłem nieco taniej, za 30 PLN ;).

                                              Ocena: 7,8/10 

sobota, 27 października 2012

Stos, Pierwszy śnieg i Zmiana czasu (w odwrotnej kolejności)

Tej nocy (z 27 na 28 października 2012) przestawiamy zegarki o godzinę do tyłu w związku ze zmianą czasu z letniego na zimowy. Od jutra noc przyjdzie o godzinę wcześniej, ale póki co radujmy się (chociaż akurat ja lubię noc), jako że dziś pośpimy godzinę dłużej :)

Rano (czyt. godzina 10:30), tuż po podniesieniu się z łóżka, przywitał mnie taki oto widok:

Śnieg. I nawet się nie rozpuszcza tuż po zetknięciu się z ziemią. Miło. Mam nadzieję, że to nie ostatni taki widok w tym roku. Listopad i grudzień to czas, kiedy śnieg ma na mnie bardzo pozytywny wpływ. Nawet nie muszę wychodzić z domu, już sama świadomość, że on tam jest pięknie nastraja mój humor. Za to w styczniu...w styczniu zaczynam mieć już po dziurki w nosie marznięcia i ubierania się w kilogramy ciepłego odzienia, a w lutym dochodzi do tego czysta złość na samą myśl o przedzieraniu się przez zaspy brudnego śniegu, kiedy to zwykłe dotarcie do sklepu  - w normalnych warunkach zabierające góra 10 minut - zajmuje niemalże pół godziny...taaak, nie ma to jak skrajności ;-)
Dlatego też liczę na to, że w listopadzie i grudniu będzie biało i zimno, a od stycznia ciepło i sucho - takie moje małe marzenie, zapewne nie do spełnienia, ale marzyć trzeba.
A Wy jakie macie odczucia w tej materii? :-)


A teraz najnudniejsza część wpisu (:p), czyli stos październikowy. Głównie z promocji na Weltbild.pl, ale znalazły się i dwie książki zakupione przeze mnie w Empiku.



Empik:
Wiatr przez dziurkę od klucza - Stephen King
W obronie syna - Landay William

Weltbild:
E.L. Doctorow  - Homer i Langley
Gerald Seymour - Kolaborantka
Janusz Jabłoński  - Komplet - Popkultura w PRL-u, Samochody w PRL-u, Miasta w PRL
Elizabeth Kostova - Łabędź i złodzieje
Młoda proza amerykańska - praca zbiorowa
Bruce Chatwin - Na Czarnym Wzgórzu
Boris Akunin - Nefrytowy różaniec
Carolina De Robertis - Niewidoczna góra
Sofi Oksanen - Oczyszczenie
Peter Carey - Parrot i Olivier w Ameryce
Isabel Allende - Podmorska wyspa
Julian Barnes - Puls
Amos Oz - Spokój doskonały
Gary Shteyngart - Supersmutna i prawdziwa historia miłosna
Leena Parkkinen - Ty pierwszy, Max
Carlos Fuentes - Wszystkie szczęśliwe rodziny

Znaczna część autorów mi nieznana, książki brałem opierając się na blogowych opiniach, tak że gdyby nie Wy, ten stos nie wyglądałby tak, jak obecnie wygląda ;-)



środa, 24 października 2012

Wiatr przez dziurkę od klucza - Stephen King


Wiatr przez dziurkę od klucza - Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 400

Nie lubię fantasy. Najpewniej się powtarzam, ale na rzecz tego tekstu czynię to w sposób zupełnie świadomy, bowiem dzisiejszy wpis należy właśnie do książki zaliczanej do tego gatunku. Gatunku, który nie jest w stanie do mnie przemówić i utrzymać zainteresowania na dłużej niż kilkanaście minut przy każdym podejściu. Nie wiem, może po prostu nie mam szczęścia i zawsze sięgam po chłam. W końcu tak wiele z fantasy do czynienia nie miałem; kilka książek, kilkanaście filmów...za mało by móc wydać ostateczny wyrok. Niemniej jednak możecie sobie wyobrazić jak wielkie opory miałem kilka lat wstecz na samą myśl o sięgnięciu po cykl "Mrocznej Wieży". Gdyby nie fakt, że napisał go Stephen King, na pewno po dziś dzień żyłbym w nieświadomości o istnieniu takiej perełki.
Pytanie brzmi, z jakiego powodu przypadła mi do gustu. Obok prozaicznego faktu, że wyszła spod pióra mego ulubionego pisarza, głównym z nich jest chyba fakt, iż nie jest to czystej krwi fantasy. Świat Pośredni to miejsce nie tak dalekie od naszego świata, a w wielu miejscach oba wręcz się na siebie nakładają. Co więcej, duża część kilku tomów toczy się w naszej rzeczywistości. King wymieszał to wszystko w idealnych proporcjach, dzięki czemu istnieje ogromna szansa, że nawet zupełnie niezainteresowani gatunkiem czytelnicy przeczytają całość z zapartym tchem. Jestem tego dowodem :)

"Wiatr przez dziurkę od klucza" to - jak głosi tekst na tylnej okładce - powieść ze świata mrocznej wieży. Stephen King pisze w przedmowie, że należy ją traktować jako tom 4,5 (akcja toczy się po tomie czwartym, ale przed piątym), jednak bez obaw mogą ją przeczytać również ci, którzy z Mroczną Wieżą nie mieli dotychczas do czynienia. Czy rzeczywiście? O tym za moment.

Fabuła skonstruowana jest w sposób, który przywodzi na myśl rosyjską matrioszkę - Roland opowiada swojemu ka-tet historię ze swej młodości, w której on sam opowiada inną historię pewnemu chłopcu. Dopiero pod koniec książki dowiadujemy się zakończenia wszystkich opowieści, co już samo w sobie jest całkiem interesującym zabiegiem.
Opowieści są zatem trzy. Pierwsza (Lododmuch) to tylko pretekst do dwóch pozostałych. A są to: Skóroczłek, mieszczący się na około 140 stronach, i tytułowy "Wiatr przez dziurkę od klucza", rozpisany na niemal 200 stron. W Skóroczłeku cofniemy się, jak już wspominałem, do czasów młodości Rolanda. Otrzymuje on od swego ojca zadanie polegające na wytropieniu i schwytaniu zmiennokształtnej istoty - prawdopodobnie człowieka - która od pewnego czasu sieje śmierć w miasteczku Debaria. W trakcie wykonywania misji nastoletni Roland opowiada trzecią historię, a w zasadzie baśń, małemu chłopcu, który w wyniku nieprzyjemnych zdarzeń będzie mieć okazję odegrać główną rolę w rozwiązaniu zagadki skóroczłeka.
Baśń ta to właśnie "Wiatr przez dziurkę od klucza" - opowieść o jedenastoletnim Timie Rossie, który chcąc uzdrowić matkę wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż.

Wszystkie historię trzymają w miarę równy poziom. Nie jest to może szczyt literackich możliwości Kinga, ale tak naprawdę trudno książce coś zarzucić. Wciąga, trzyma w napięciu, potrafi wzruszyć, siedzi w głowie podczas każdej przerwy w jej czytaniu. Każdy, kto ceni sobie twórczość tego autora, powinien mniej więcej wiedzieć czego się spodziewać. Dodatkowym atutem są też pewne smaczki i nawiązania, które fani cyklu na pewno wyłapią z tekstu. Czego chcieć więcej. Może tylko kolejnych powrotów do świata rewolwerowca, bo ten kończy się zdecydowanie zbyt szybko.

Wracając do tematu poruszonego nieco wyżej, pozwolę sobie nie zgodzić się z Kingiem i nie będę rekomendować "Wiatru..." osobom, które nigdy nie czytały Mrocznej Wieży. Owszem, znajomość cyklu nie jest konieczna do zrozumienia całej historii, ale brak tejże pozbawia ją klimatu. Powiem więcej, najlepiej przeczytać ją dopiero po skończeniu całej serii. Nie na początku, nie po tomie czwartym, a właśnie na samym końcu. Potraktować ją jako swego rodzaju dodatek, bonus. Jeśli jednak nie macie zamiaru przedzierać się przez ponad 4000 stron, by poznać historię Rolanda i jego ka-tet, a chcielibyście zobaczyć czym jest ta cała słynna Mroczna Wieża, śmiało zainwestujcie 35 złotych w "Wiatr przez dziurkę od klucza". Jestem bardzo ciekaw waszych opinii. Mnie, ślepo zakochanemu w całym cyklu, bardzo się podobało. Spotkanie po latach z dawno niewidzianymi przyjaciółmi zaliczam do nad wyraz udanych :)

Ocena: 8,5/10

Książkę zamówiłem w przedsprzedaży. 15 października czekała już na mnie do odbioru w Empiku (na tamtejszych pólkach również, po prostu Albatros rzucił nakład dwa dni wcześniej niż zapowiadał). Porzuciłem wszystkie wykonywane wówczas zajęcia i popędziłem do salonu. W godzinę później siedziałem już szczęśliwy w domu z egzemplarzem "Wiatru...". Książka trafiła w nieco cięższy czytelniczy okres czasu, ale i tak zamierzałem dawkować sobie lekturę, nie było więc powodów do rozpaczy ;-)
Wydanie w miękkiej okładce. Miała być też twarda, ale skończyło się na planach. Szkoda. Papier dobrej jakości, ładna i klimatyczna ilustracja na okładce. Prezentuje się to nieźle :)

niedziela, 21 października 2012

Promocje, rewelacje, okazje! [#1]

Hello.
Tym razem trochę o najciekawszych aktualnych promocjach w internetowych księgarniach. Zapewne są Wam już dobrze znane, ale kto wie, być może ktoś znajdzie coś, o czym jeszcze nie słyszał. 

No to jedziemy.


EMPIK.COM


Literatura polska - 3 za 2

Jak czytamy na stronie Empik.com:

"Kup 3 książki za najtańszą zapłacisz 0,02zł. Rabat dotyczy książek z oferty poniżej z dostępnością 24h. Promocja trwa do 23.10.2012 lub wyczerpania zapasów."





MERLIN.PL

Bardzo dużo książek w niższych cenach. Niektóre z nich można znaleźć w innych internetowych księgarniach po niższych cenach (3telnia.pl, Dedalus.pl, Weltbild.pl itp.), ale trafiają się również bardzo smakowite kąski (np. z wydawnictwa Amber) - wystarczy poszperać.






WELTBILD.PL


Milion Książek na Jesień od 9.90 zł

Co czwarta książka za złotówkę. Promocja jest typu wielokrotnego, czyli każdy co czwarty, najtańszy tytuł
z promocji jest w cenie specjalnej - za 1 zł.

Promocja "Milion książek na jesień od 9.90 zł" trwa do 31.10.2012

Obecnie w promocji ponad 900 tytułów. Jest w czym wybierać.

Sam zamówiłem 16 książek, co dało aż 4 tytuły po 1 zł. Tak, wiem, znów złamałem słowo, miałem w tym miesiącu dać sobie spokój z książkami. Koniec z deklaracjami, których nie jestem w stanie spełnić ;-)

Do końca roku na pewno coś jeszcze wyskoczy, zatem kącik promocji - mam taką nadzieję - będzie kontynuowany.
Obecnie czytam "Wiatr przez dziurkę od klucza" Stephena Kinga - w najbliższych dniach oczekujcie mojej opinii.

czwartek, 18 października 2012

Syreni Śpiew - Val MacDermid


Syreni Śpiew - Val McDermid
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron:
408


Val McDermid to pochodząca ze Szwecji wyjątkowo płodna autorka kryminałów. Blisko 30 powieści i tyle samo języków, na które zostały przetłumaczone, czynią ją jedną z bardziej rozpoznawalnych twarzy poruszających się w tym gatunku. Nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazało się niedawno kilka popełnionych przez nią historii. Pierwszą z nich, "Syreni Śpiew", postanowiłem kupić i przeczytać. Czy spełniła moje oczekiwania?
Od razu mówię, że nie do końca. Po raz enty dziesiątki skrajnie pozytywnych recenzji i opinii sprawiły, że - przynajmniej przez pierwsze sto stron - czułem się nieco zawiedziony.

Akcja książki ma miejsce w Wielkiej Brytanii. Poznajemy doktora Tony'ego Hilla, psychologa sądowego specjalizującego się w tworzeniu profilów psychologicznych przestępców. Policja zgłasza się do niego z prośbą o pomoc w schwytaniu seryjnego mordercy, którego media ochrzciły niezbyt efektownym mianem "Homobójcy", jako że ciała swoich ofiar porzuca w charakterystycznych miejscach spotkań homoseksualistów. Zwłoki są brutalnie okaleczone, noszą ślady niezwykle wymyślnych tortur. Śledztwo nie przynosi oczekiwanych rezultatów i to doktor Hill, korzystając ze swych umiejętności, ma za zadanie podsunąć policji jakiś trop. Sprawy przyjmują jednak coraz bardziej niepokojący obrót.

Zacznijmy od słabszych stron. Raziła mnie zwłaszcza schematyczność bohaterów i sztampowe, zupełnie nieprzekonujące dialogi. Fabuła, choć w żadnym momencie nie błyszczy oryginalnymi rozwiązaniami, jest całkiem przemyślana i spójna. Na wyświechtane zwroty akcji narzekać nie będę - książka powstawała w pierwszej połowie lat 90-tych ubiegłego wieku i wówczas, tak mi się przynajmniej wydaje, nie było to jeszcze wszystko tak ograne.

Muszę też zwrzeszczeć Prószyńskiego za opis umieszczony na tylnej okładce, który zdradza po prostu zbyt wiele. Ostatnie zdanie opisu mówi o czymś, co ma miejsce na ostatnich 50 stronach książki. Litości, bez takich Panie i Panowie, to naprawdę psuje sporo frajdy z lektury...

Pomijając wszystkie te mankamenty, książka napisana jest bez zarzutu. Nie męczy, momentami potrafi wciągnąć, zaciekawić (np. opisami średniowiecznych narzędzi tortur), a tożsamość głównego Zła nie od razu jest oczywista. Autorka podsuwa fałszywe tropy i w moim przypadku osiągnęła sukces, udało jej się zwieść mnie na manowce, choć warto mieć na uwadze, że nigdy nie byłem dobry w typowaniu książkowych morderców ;)

Komu polecam? Na pewno nie miłośnikom takich autorów jak Arnaldur Indridason, czy (po części) Michael Connelly, dla których budowanie klimatu i wyraźnie zarysowany wątek obyczajowy są ważniejsze od wartkiej akcji i przymusu szokowania. Książce dużo bliżej do pisarstwa Marka Billinghama, czy, idąc trochę innym tropem, seriali typu CSI. Jeśli w tych klimatach czujecie się najlepiej, "Syreni Śpiew" na pewno przypadnie Wam do gustu. Ja już raczej nie sięgnę po kolejne części cyklu z Tonym Hillem, nie po cenie okładkowej. Bo jeśli trafią na wyprzedaż, albo ktoś sprawi mi je w prezencie - przyjmę z otwartymi ramionami ;-)



Ocena: 6.2/10

niedziela, 14 października 2012

Co widziały wrony - Ann-Marie MacDonald


Co widziały wrony - Ann-Marie MacDonald
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 848

Bohaterami książki jest rodzina kanadyjskiego lotnika. Główna akcja toczy się w na początku lat 60-tych ubiegłego wieku. Jack, Mimi i ich dwójka dzieci przenoszą się z Niemiec do kanadyjskiej bazy lotnictwa w Centralii. Miejsce jak z obrazka, rodzina jak z obrazka. Dzieci - ośmioletnia Madeleine i dwunastoletni Mike - oraz ich rodzice szybko wpasowują się w nowe otoczenie i wszystko wskazuje na to, że spędzą w Centralii wiele pięknych lat. Niestety z czasem na tej czystej powierzchni pojawiać się będzie coraz więcej rys. Jack wplątuję się w tajną operacje, Madeleine jest molestowana, a po pewnym czasie zostaje zamordowana koleżanka z jej klasy.

Książka jest bardzo dobrze napisana. To nie jakieś tandetne czytadło, z którego nie wynosi się nic, prócz naiwnej historii, którą i tak kilka dni później zupełnie się zapomina. Ciekawy język, masa interesujących przemyśleń, wniosków, opisów - uwielbiam czytać z poczuciem, że nie robię tego wyłącznie dla zabicia czasu. MacDonald stworzyła bardzo dobrą powieść z pełnowymiarowymi bohaterami i intrygującą historią. Wszystkie wątki prowadzone są znakomicie i całość, ponad 800 stron, czyta się w przeważającej większości bardzo szybko. Jedynie początek i dłuższy fragment w drugiej połowie książki wydaje się nieco rozwlekły - po pierwszych stu stronach kolejne przewracają się jednak właściwie same, cała autostrada tylko dla mnie, pędzę z maksymalną dozwoloną prędkością. Niewielki korek na drodze robi się w momencie, gdy akcja przenosi się dwadzieścia lat w przód, ale, tak jak już pisałem, po krótkiej chwili ponownie dajemy po gazie, i tak już do samego, dosyć zaskakującego finału.

Przemyślana, świetnie napisana powieść obyczajowa. Gorąco rekomenduje. W momencie gdy to pisze, można ją kupić na Weltbild.pl za 15 złotych. Lepszej zachęty chyba nie potrzebujecie.




Ocena: 9.0/10

Największy plus: świetnie napisana powieś obyczajowa
Największy minus: dużych minusów brak