Instynkt Śmierci - Bentley Little
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 272
O Bentley'u Little słyszałem i czytałem sporo już od początków mojego zainteresowania literackim horrorem. Jednak dopiero w 2008 roku za sprawą wydawnictwa Amber po raz pierwszy ukazała się w naszym kraju powieść pisarza przetłumaczona na język polski. Był to "Instynkt Śmierci", wydany oryginalnie w 1992 roku.
Cathy miała sześć lat, kiedy mężczyzna, który mieszkał w domu po drugiej stronie ulicy, zamordował żonę i sam się zastrzelił. Słyszała krzyki. Widziała krew i ciała. Teraz, prawie dwadzieścia lat później, dom już nie stoi pusty. Ktoś się do niego wprowadził. I w okolicy zaczynają się dziać straszne rzeczy... A w domu po drugiej stronie ulicy znowu słychać krzyki. Cokolwiek się tam dzieje, to tajemnica, której nikt nie powinien poznać. Ale i Cathy ma swoje tajemnice...
Oczekiwania miałem duże, wzmagane dodatkowo szalenie zachęcającymi informacjami na okładce ("Każda książka Little'a to wydarzenie roku w świecie literackiego horroru. STEPHEN KING" oraz "W instynkcie śmierci Bentley Little stworzył postać jednego z najbardziej przerażających seryjnych morderców w literaturze). I początkowo istotnie wrażenia płynące z lektury są dosyć pozytywne. Pisarzowi całkiem nieźle udało się przedstawić społeczność małego miasteczka, główni bohaterowie nakreśleni są przyzwoicie, narracja dosyć płynna, język bez zarzutu. Zabrakło jednak najważniejszego elementu, który w horrorach odgrywa przecież kluczową rolę - grozy. Little, przynajmniej w wypadku "Instynktu Śmierci", nie potrafi stworzyć niemal ani jednej rzeczywiście trzymającej w napięciu sceny. Coś tam się niby dzieje, krew i flaki występują w odpowiednich ilościach, ale czytanie o tym nie wywołało we mnie żadnych konkretnych emocji, nie wspominając nawet o tak bardzo pożądanym przez każdego miłośnika gatunku dreszczu przebiegającym po plecach. Jest za to wątek miłosny, którym to autor łaskawie postanowił wzbogacić swoją opowieść, niestety z mizernym skutkiem.
Od pewnego momentu historia staje się nużąca, a główny ZŁY, nie dość, że ujawniony za wcześnie, potwornie rozczarowuje. Finał jest kiepski, naciągany, nieprzekonujący. I ostatecznie - to bardziej thriller, niż horror. Wnioskuje, że przypisanie jej do gatunku grozy podyktowane było wyłącznie ilością mięcha, które przetacza się przez powieść.
Instynkt Śmierci przeczytałem z umiarkowanym zainteresowaniem. Ledwo zjadliwy dreszczowiec z niezbyt wciągającą akcją i zupełnie niesatysfakcjonującym zakończeniem. Wrażenia mojej siostry (już słynnej na blogu) były bardzo podobne do moich, choć jej książka podobała się odrobinę bardziej. Z tego też powodu jestem w stanie polecić ją wyłącznie raczkującym miłośnikom grozy i thrillerów. A wydawnictwu Amber życzę lepszego instynktu podczas dobierania książek, którymi chcą wywołać zainteresowanie pisarzem. W tym wypadku ponieśli klęskę.
Ocena: 5,5/10






