sobota, 26 stycznia 2013

Architekt - Keith Ablow


Architekt - Keith Ablow
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 280



Wybujałe oczekiwania potrafią pozbawić przyjemności z lektury nawet bardzo przyzwoitej książki. I odwrotnie, ta, po której nie spodziewamy się zbyt wiele, może przyjemnie zaskoczyć, nawet jeśli do szczególnie wybitnych nie należy. Niby truizm, ale tego typu myśli naszły mnie podczas czytania "Architekta" i po prostu musiałem się nimi podzielić.

Nieciekawa okładka, nieciekawe streszczenie fabuły, a nawet taki szczegół, jak format książki, którego nie lubię...dosłownie wszystko mnie od "Architekta" odpychało. Kupiłem go spory kawałek czasu temu na jednej z wyprzedaży, a potem trafiła do szafy, gdzie przeleżała zbierając coraz większą warstwę kurzu aż do chwili, gdy z początkiem bieżącego roku postanowiłem uratować od śmierci przez naturalny rozkład te najbardziej zapomniane pozycje z moich ciągle rosnących zbiorów. I tak jakoś padło na "Architekta" Keitha Ablowa, ostatnią część cyklu powieści z Frankiem Clevengerem, psychiatrą sądowym rozwiązującym kryminalne zagadki. Z poprzednimi "odcinkami" nie miałem do czynienia, co jednak (wbrew moim początkowym obawom) wcale nie było odczuwalne. "Architekt" doskonale daje radę jako kompletnie samodzielna historia. Czy lepsza czy gorsza od poprzednich, tego niestety nie jestem w stanie określić.

Nie jest to typowy kryminał, w którym razem z głównym bohaterem staramy się poznać tożsamość Tego Złego. Ablow już na starcie wyjawia nam jego imię, nazwisko, zawód i wszystkie możliwe tajemnice. Nam, bogatszym o tę wiedzę, pozostaje już tylko kibicować Clevengerowi, by połączył ze sobą wszystkie elementy układanki i wpadł na trop mordercy. Nie każdy będzie tym zachwycony. Ja nie byłem, ale tylko przez krótki okres czasu, gdyż, ku mojemu zaskoczeniu, wcale nie umniejsza to frajdy płynącej z lektury. 

West Cross to wybitny architekt. Perfekcjonista w każdym calu. Do tego stopnia, że projektując domy dla swoich bogatych klientów, projektuje również ich życie. Jeśli jakiś ludzki element nie pasuje do jego wizji - eliminuje go. 

Frank Clevenger podejmuje próbę wytropienia seryjnego mordercy, który, sądząc po stanie, w jakim zostawia swoje ofiary, ma duże umiejętności chirurgiczne. Kim jest oprawca? Dlaczego zabija właśnie w taki sposób? Dlaczego akurat te osoby? Clevenger stara się odpowiedzieć na te oraz inne pytania związane ze sprawą, ale równie ważne są tu jego własne problemy, z którymi aktualnie się zmaga. Alkoholizm, adoptowany syn kryminalista, nieudany związek...tak, mamy tu do czynienia z kolejnym kryminałem obyczajowym. I bardzo dobrze, gdyż takie lubię najbardziej - zwłaszcza, gdy są napisane tak dobrze. Mógłbym stwierdzić, że prywatne życie Franka ukazane jest ciekawiej niż samo śledztwo, ale fakty są takie, że Ablow na obu płaszczyznach spisuje się bardzo dobrze. Bohaterowie przedstawieni są przekonująco (to w końcu piąta część cyklu, pisarz miał dużo czasu, by ich dopracować), bez zbędnego idealizowania tych Pozytywnych i tworzenia potworów z Negatywnych. Jak w życiu, wszyscy mają swoje dobre i złe strony charakteru. Dobrze rozpisane są też dialogi, na co zawsze zwracam baczną uwagę (jestem na tym punkcie wyczulony  - wciąż przed oczami rysują mi się te żałośnie nieporadne rozmowy pomiędzy postaciami w "Wyliczance"). Akcja toczy się wartko, kilka scen jest naprawdę emocjonujących (to coś znaczy, już nieczęsto zdarza mi się czytać książkę z mocno przyspieszonym tętnem), a finał nie tak oczywisty, jak mogłoby się z początku zdawać. Przez chwilę byłem nim nawet rozczarowany, ale potem pomyślałem sobie - "czemu nie". W życiu nie wszystko kończy się jak w Holywoodzkich produkcjach filmowych. Śmiało można sięgnąć.

Ocena: 7.3/10

czwartek, 17 stycznia 2013

Zakupy na początku stycznia, czyli znów się chwalę.



Po dłuższej (bo aż dwumiesięcznej) przerwie od kupowania książek znów wpadłem w nałóg szperania po internetowych księgarniach, co zaowocowało ponad dwudziestoma nowymi książkami, których tak naprawdę nie potrzebuje, gdyż mam co czytać na najbliższe pięć lat. Dziwne uczucie - z jednej strony frajda, oczekiwanie na listonosza i radość przy otwieraniu paczek, z drugiej wyrzuty sumienia i złość na swoją słabą wolę :-P


Na pierwszym zdjęciu możecie zobaczyć co kupiłem od wydawnictwa Replika (na Allegro mają konto, na którym sprzedają książki po dużo niższych od sugerowanych cenach). Sporo thrillerów i horrorów, w tym dwie powieści Grahama Mastertona, za którym nie przepadam. Postanowiłem dać mu kolejne szansę - tak brzmi oficjalna wersja :-D Bo tak naprawdę wziąłem je w dużej mierze ze względu na...przykuwające wzrok okładki :-P Coś czuję, że będę tego żałować, jednak nigdy nic nie wiadomo, a nuż się w końcu do pisarstwa tego sympatycznego faceta przekonam. Wziąłem też "Martwą Europę" Tsiolkasa. "Klaps" bardzo mi się podobał i od dłuższego czasu miałem apetyt na poprzednią powieść pisarza. Poza tym są tu dwie pozycje rekomendowane przez Stephena Kinga, mianowicie "Pogodynek" Steve'a Thayera i "Złe rzeczy się zdarzają" Harry'ego Dolana, całkiem pozytywnie oceniany "Tunel" Gary'ego Bravera, "Pustkowia" (sensacja), "Mordercze Miasto" (chyba dokumentalne) i "Samowar" (rzekomo szokujące i bulwersujące).


Na drugim zdjęciu znajdują się książki z wyprzedaży na Weltbild. Na samej górze stosu znajduje się "Aparatus", najnowszy zbiór opowiadań Pilipiuka. Lubię go w krótkiej formie, dlatego nie wahałem się ani chwili przed dodaniem książki do koszyka. "Mumia" Anne Rice - nawet nie sprawdzałem recenzji, to moja zaufana autorka, lubię jej styl. "Babunia" - Frederique Deghelt. Kiedyś u jednej z moich ulubionych blogerek przeczytałem pozytywną opinię na temat tej książki, stąd zakup. "Przejście" - Justin Cronin. Bo gruba, bo podobna do "Bastionu" Kinga, no i sam Król poleca ją na okładce. "Zaklinacz" - Donato Carrisi. Od dłuższego czasu miałem "Zaklinacza" na swojej liście Chce Przeczytać. Już nawet nie pamiętam dlaczego, ale w takiej cenie wypadało wziąć. „Dziewczyna z muszlą” - Tracy Chevalier. Trochę kot w worku, ale opis i rekomendacje z okładki brzmiały tak kusząco, że nie potrafiłem się powstrzymać. "Pancerne serce" - Jo Nesbo. Kryminał bardzo popularnego autora. Trochę szkoda, że to któraś z kolei część serii, ale mam nadzieję, że niczego sobie nie zepsuję zaczynając ją czytać właśnie od niej. "Milczący zamek" - Kate Morton. Pozytywna opinia u mojej ulubionej blogerki sprawiła, że natychmiast kliknąłem na Dodaj Do Koszyka ;-). "Ostatni Kabriolet" - Anton Myrer. Dokładnie ta sama sytuacja co wyżej. "Marzenia Joy" Lisa See. Dobre noty na Goodreads, ale po zakupie dotarło do mnie, że to kontynuacja innej książki. Cóż, lektura poczeka do momentu, aż ją dorwę. "Słyszałem że malujesz domy" - Charles Brandt. Wyznania mafijnego zabójcy, podobno mocna rzecz.
I to wszystko. Coś kojarzycie? Polecacie? Odradzacie?


wtorek, 15 stycznia 2013

W pościeli - Ian McEwan


W pościeli - Ian McEwan
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 208

Druga przeczytana przeze mnie książka autorstwa Iana McEwana to zbiór siedmiu opowiadań wydany pod tytułem "W pościeli". Pierwsza, "Solar", choć niepozbawiona wad, ujęła mnie świetnym piórem pisarza. Nieważne o czym pisał, ważne jak. Tym razem moje odczucia są dużo bardziej mieszane, co nie oznacza, że książka mi się nie podobała. Wręcz przeciwnie, znalazłem tu dokładnie to, za co tak bardzo McEwana polubiłem przy pierwszym podejściu. Rzecz w tym, że te opowiadania to w sumie nie opowiadania. Bardziej ścinki, zebrane do kupy niewykorzystane pomysły, rozpoczęte teksty, z których nic konkretnego się nie wykluło. Nie wszystkie, ale większość, ilość na na tyle duża, by po lekturze książki pozostawić czytelnika w stanie silnego niedosytu. Poza tym - bez zarzutu. McEwan pisze wnikliwie, niepokojąco i doskonale wie jak posługiwać się słowem. Całość zamyka się w nieco ponad dwustu stronach, przy czcionce tak dużej, że tekst można odczytać nawet z odległości kilku metrów. Jak ktoś się uprze, uwinie się z tym zbiorem w niecałą godzinę. Polecam głównie fanom pisarza, którzy przeczytali już wszystko, co napisał i cały czas chcą więcej. Jako uzupełnienie kolekcji sprawdza się idealnie.

Ocena: 6.9/10

Najciekawsze opowiadania:

1. Dwa fragmenty: marzec 199...
2. Rozkoszne konanie
3. Refleksje oswojonej małpy


niedziela, 13 stycznia 2013

Wyliczanka - John Verdon

Wylicznaka - John Verdon
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 504

Najważniejszy jest pomysł. Przekonał się o tym John Verdon wydając swój debiutancki kryminał Wyliczanka. Fakt, że jest to bestseller sprzedany do wydania w 24 krajach tłumacze sobie tylko i wyłącznie ciekawym streszczeniem fabuły. Sam zostałem złapany w sidła opisu znajdującego się z tyłu okładki. Opierałem się niemal rok i w końcu uległem - Wyliczanka trafiła do mojego księgozbioru.

Głównym bohaterem powieści jest emerytowany detektyw, David Gurney, u którego zjawia się z prośbą o pomoc dawno niewidziany przyjaciel. Mark Mellery, gdyż tak zwie się ów jegomość, otrzymuje od pewnego czasu niepokojące listy. W jednym z nich autor prosi odbiorcę, by pomyślał o dowolnej liczbie z przedziału 1-1000, a następnie otworzył drugą kopertę. Ku przerażeniu Marka znajduje się w niej kartka z właściwą liczbą...
Gurney angażuje się w śledztwo, które w krótkim czasie przeistacza się w pojedynek o życie wielu ludzi, w tym jego własne.

Podejrzewam, że dziesięć lat temu przedzierałbym się przez kolejne strony Wyliczanki z zapartym tchem. Jest tu bowiem wszystko, co niezaprawieni w bojach miłośnicy sensacji kochają - krótkie rozdziały, ciągłe zwroty akcji i brak psychologiczno-obyczajowych wstawek. Dla mnie to już trochę za mało, zwłaszcza, że to co jest, również nie stoi na satysfakcjonującym poziome. Jak na dłoni widać, że Verdon to debiutant - schematycznie zbudowani bohaterowie, dziesiątki wytartych narracyjnych klisz, pozbawione ikry dialogi, kiepskie opisy...właściwie nic nie wybija się tu poza najniższe tereny średniej literackiej półki. Nawet bohater nie wzbudził mojej sympatii - ze swoimi wyświechtanymi dla bohaterów tego typu książek/filmów problemami (zmarły tragicznie syn, nieumiejętność porozumienia się z żoną) i nieciekawą osobowością daje skrajnie nijakie wrażenie.

Co ciekawe, Wyliczanka zbiera w internecie całkiem pozytywne noty. Z tego wynika, że albo zwyczajnie nie poznałem się na dobrej książce, albo, w co bardziej pragnę wierzyć, jest ona skierowana do pewnej grupy czytelników, z którą nie jest mi po drodze. W moim odczuciu - zawód. Dobry pomysł, kiepski warsztat.

Ocena: 4,7/10

czwartek, 3 stycznia 2013

10 najlepszych książek, które przeczytałem w 2012 roku



Miałem nie robić żadnych podsumowań, ale przeglądając swój profil na LC pomyślałem sobie, że wybiorę 10 książek, które najbardziej zapadły mi w pamięć w przeciągu ostatnich 12 miesięcy.
Kolejność przypadkowa. Próbowałem co prawda to jakoś uporządkować, ale nie jestem w stanie. Każda z poniższych książek wywarła na mnie większe lub mniejsze wrażenie, każda do dziś siedzi w głowie.

Co widziały wrony - Ann-Marie MacDonald - w kategorii powieść obyczajowa to mój numer jeden ubiegłego roku.

Jestem legendą - Richard Matheson - klasyka. Poruszające, świetnie napisane.

Historie jednej sprawy - Kate Atkinson - świetny obyczajowy kryminał. Książka zupełnie pominięta w naszym kraju (znalazłem jedną czy dwie recenzje), wyszperana przeze mnie na jakiejś wyprzedaży.

Klaps - Christos Tsiolkas - bardzo dobra, ciekawie skonstruowana obyczajówka. Szczere do bólu.

Głos - Arnaldur Indriðason - kolejne spotkanie z Erlendurem Sveinssonem. Wsiąkłem na kilkanaście godzin i znów kończyłem lekturę z wielkim żalem, że opuszczam moich dobrych znajomych.

Wiatr przez dziurkę od klucza - Stephen King - powrót do świata Rolanda okazał się nawet więcej niż przyjemny.

Służące - Kathryn Stockett - do ostatniej strony znakomite. Jedna z tych książek, które aż szkoda kończyć.

Wyspa - James Graham Ballard - klasyka, przeczytałem i stałem się fanem Ballarda, czego nie zmieniło nawet średnie "Witaj, Ameryko".

Ofiara 44 - Tom Rob Smith - kryminał. Sam nie byłem w stanie uwierzyć jak bardzo mnie ta historia wciągnęła.

Godziny - Michael Cunningham - bardzo dobrze napisane, smutne, nostalgiczne. Tak jak lubię.

Ptak śmierci - Harlan Ellison - kompletnie nie moja bajka, ale kilka opowiadań z tego zbioru dosłownie wgniotło mnie w fotel.

Wiecie co mnie smuci? Że nie znalazła się tu żadna powieść grozy, krwawy horror. Przecież jeszcze kilka lat temu był to jedyny gatunek, po którego sięgałem szperając po Empikowych półkach. Trochę szkoda z tego wyrastać ;-)